Słowo pisane. Otacza nas codziennie, na każdym kroku się z nim spotykamy. Czytamy reklamy, rozkłady, gazety. Bez umiejętności czytania byśmy zginęli. I to w bólach i męczarniach. Nic dziwnego, że już starożytni wymyślili pismo. Od tego czasu nie potrafimy się bez niego obejść.
Więc dlaczego tak rzadko zdarza nam się wykorzystywać pismo do celów bardziej zaawansowanych niż artykuły w gazecie? Mam wrażenie, że dzisiaj spotkać człowieka zainteresowanego kulturą to naprawdę spory wysiłek. Nie wspominając już o ludziach, którzy potrafią czytać ze zrozumieniem. Niby uczą nas tego w szkołach, ale efektów tak naprawdę nie widać. Z artykułami o wojnach i polityce wszyscy sobie radzimy, większość jest w stanie przebrnąć nawet przez felietony , ale kiedy na horyzoncie pojawia się poetyka na, obojętnie jak znanym czy nagrodzonym, poziomie, większość odpada. W świecie, w którym wszystko trzeba powiedzieć jasno, krótko i tak, żeby każdy zrozumiał, nieodmiennie mam wrażenie, że gdzieś umykają nam ludzie, którzy potrafią bawić się Słowem, gdzieś giną w tym całym natłoku prostych, zbanalizowanych przekazów.
Przykładem niech będzie krzycząca szklanka herbaty u sąsiada. Swego czasu trafiłam na dyskusję nad jakimkolwiek walorem artystycznym takiej przenośni. Niezależnie od tego, czy faktycznie ten tekst ma jakikolwiek sens metaforyczny, dyskusja nad sensem jego istnienia już nie. Bo z jakiej paki ma istnieć coś, czego nie rozumiem? Czemu autor używa metafor, których nawet po pijaku zinterpretować się nie da? Może właśnie taki? Może chodzi o zszokowanie odbiorcy? Może o przykucie jego uwagi? Niezależnie od odpowiedzi na poprzednie, pytanie o zasadność robienia jakiejkolwiek sztuki jest stratą czasu. Wiedzieli już o tym Mickiewicz i Schulz. W akcie tworzenia wszyscy twórcy, niezależnie od poziomu, na którym tworzą, są równi Bogu. A bezsensowym marnowaniem czasu jest krytykowanie tegoż za to, co robi. Łatwo jest krytykować coś, czego nie rozumiemy. Znacznie trudniej jest próbować to zrozumieć.
Od kilku lat trwa taka akcja: ”Cała Polska czyta dzieciom”. Ja już się na nią nie załapałam. Nauczyłam się czytać i polubiłam to kilka lat wcześniej. Ale patrzę na dzisiejsze dzieci i ich rodziców, czasem niewiele starszych ode mnie i się zastanawiam. Co oni mają tym dzieciom czytać? Czy faktycznie zakończyć na poziomie ”Górnik: Legia 2:0”? Jak mogą oczarowywać swoje pociechy Słowem Pisanym, skoro sami go nie rozumieją? Jak mogą wytłumaczyć istnienie krzyczącej herbaty skro całe życie podważali sensowność jej istnienia?
I don’t blame, I’m just asking…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz