sobota, 28 grudnia 2013

A czy Ty wygrywasz z porno?

Hejterów zapraszam tam skąd przyszli. Tak, jestem zakompleksiona, (właściwie to jestem jednym wielkim kompleksem) tak, nie mam do siebie dystansu. A jeśli zauważysz tu gdzieś ironię, to prawdopodobnie skubana wkradła się tu przez przypadek. To tak słowem wstępu.

Tchnięta przeczytanym artykułem i jednym z komentarzy pod artykułem na Spiders Webie postanowiłam przyjrzeć się jednej z poruszanych tam kwestii: wpływu porno na wymagania dot. urody dziewczyn w realu.
Autor, który przeszedł 60 – dniowy odwyk od filmów porno postawił śmiałą tezę jakoby odstawienie ich wpłynęło na to, w jaki sposób postrzega on kobiety teraz w porównaniu z tym, jak widział je wcześniej. Jakkolwiek słuszne i zbawienne jest stwierdzenie, że po odstawieniu PornHuba zaczął dostrzegać naturalne piękno kobiet i stał się mniej wrażliwy na małe wady i niedostatki urody, mnie zastanowiła jedna rzecz. Fakt, że oglądanie porno w ogóle na to postrzeganie wpływa.  Mam świadomość, że nie tylko filmy porno są temu winne. Kolejne cegiełki dorzucają od siebie filmy nie tylko dla dorosłych i choćby zdjęcia przeczołgane przez Photoshopa. Ale, o ile modelki, aktorki i inne celebrytki sprawiają, że mam ochotę przestać jeść, to aktorki porno wbijają mnie w pełen pakiet kompleksów*.  W sumie nie chodzi nawet o wielkość cycków. (Moje są nie najmniejsze, a i tak nikt by mnie nawet kijem od szczotki nie ruszył :)). Co więcej, nie chodzi nawet jędrność pupy, długość nóg czy wygląd twarzy. Chodzi o ten całokształt, o to, że dziewczyny o wulgarnym wyglądzie i jeszcze bardziej pospolitym obyciu będą zawsze chętniej wybierane, częściej zauważane niż zwyczajne, po prostu zadbane i ciekawe osoby. Boję się też, że kilkumilimetrowa szpachla nakładana pewnie nie tylko na twarze tych aktorek w duecie ze wspomnianym już Photoshopem wykona krecią robotę od innej strony. Sama jestem tego przykładem. Jako Internet native mam już problem z czasem nieco absurdalnymi wymaganiami.  Mam wrażenie, że moje, relatywnie niewielkie, blizny po trądziku i rozstępy na 30% ciała kwalifikują mnie tylko do pogrzebania żywcem w serwerowni . Kompletna abstrakcja? Być może, ale jak już się chwilę posiedzi i poczyta komentarze, bądź co bądź od zwykłych śmiertelników, to już przestaje to być takie z sufitu wzięte. I naglę przestaje dziwić, że ci biedni informatycy i inni studenci polibudy, których nikt nie chce traktują mnie co najwyżej jako źródło notatek. Milczeniem zbędę ilość umiejętności, jakich w porównaniu z nimi nie posiadam, a które też kwalifikują się do tego „pakietu”, i które są chyba absolutnie i zdecydowanie niezbędne żeby dorwać faceta  i więcej z łapek go nie wypuścić.
Ogólny wniosek jest taki, że jeśli chcę za faceta również Internet native’a, z toną szpachli na twarzy, włosami sztywnymi od farby, sztucznymi cyckami wielkości piłek od kosza i pompą ssąco – tłoczącą zamiast ust mam na to szansę. Mówiąc krócej:
 będąc kim jestem i wyglądając jak wyglądam nigdy nie wygram z porno urodą.

·  *Należy wziąć na to dużą poprawkę i w cudzysłów.  Po prostu trudno mi było znaleźć mniejszą jednostkę niż 1 kompleks (bo niby co? 1 dyskomfort?) .

Jeśli dotarłeś aż tutaj to gratuluję samozaparcia w czytaniu moich grafomańskich wybryków, bo chyba takie potraktowanie tego tekstu będzie najwłaściwsze. Bredzę w nim jak potłuczona choć ogólny wydźwięk mojego zdania pozostaje czytelny. Chyba.  

czwartek, 4 lipca 2013

Wyciągnięte z niebytu cz. 1

Obudził ją telefon. "Lepiej żeby to było ważne."- pomyślała.
-Tak, słucham.
-Tu Matt. J. jest w szpitalu.
-Co???- zapytała zaskoczona i już zupełnie obudzona.
-To długa historia...- im dłużej słuchała, tym bardziej nie mogła uwierzyć w to, co słyszy.
- Jak on się czuje? I czy jego rodzice już wiedzą?
-Między innymi dlatego dzwonię... Zanim do nich zatelefonuję pomyślałem, ze zadzwonię do Ciebie.
- I dobrze zrobiłeś. W jakim szpitalu jesteście?- zapisała adres- Cóż z tego, że jest 3 w nocy? Znajdź mi środek transportu. Już jadę.
Skołowana usiadła i zerknęła na zegar. Po 20 godzinach roboty spała dwie. A przed nią być może kolejne tyle. Co się właściwie stało? Wiedziała, z wersja Matta jest co najmniej niepełna. Nie wspominał ani słowem o Ance i czemu właściwie to jej numer był pierwszym, który wykręcił?
Jeszcze trochę nieprzytomna ubrała się i wyszła na nocny do szpitala. Była ciepła, sierpniowa noc, ale nie zwracała na to uwagi, Jechała z kłębiącymi się w głowie myślami. Nie mogła  powiedzieć, że się denerwuje, ale tu się coś nie trzymało sie kupy. "Gdzie u licha jest ta małolata?! To ona powinna tu siedzieć i tam jechać, nie ja." No tak, tyle, że kto miałby rozmawiać z jego rodzicami, jeśli nie ona? Ani pani Basia, ani pan Józef nie znosili Anki. W sumie wcale im się nie dziwiła. Sama miała z nią problem. Gdyby zadzwoniła, gotowi byliby pomyśleć, że to jej wina, co było z resztą całkiem możliwe.
"Boże, jak ja im to powiem? Przecież prawie ich wykończę!" Rozważanie przerwało wylądowanie przed szpitalem.
-Jesteś wreszcie! Chodź porozmawiasz z lekarzem.- bardzo serdecznie przywitał ją Matt. Nigdy nie darzyli się wielką sympatią.
-Dobra, zanim z nim pogadam, mów. Jak to wygląda?
-Źle. Tyle wiem, ale nikt mi nie chce nic powiedzieć...

----------------
Tekst napisany parę lat temu, kiedy posadę księcia z bajki piastował pewien "cham i prostak".