niedziela, 12 czerwca 2011

Californication - sąd nad epoką? 2

Temat, który zajął nieomalże 50 odcinków ja spróbuję streścić w jednej notce.
Hank i kobiety.
Było ich wiele. Te piękne i te mniej, inteligentne i te niekonieczne, prawie nastolatki i kobiety dojrzałe. Skąd…? Jak …? I gdzie w ogóle tkwi tajemnica aż takiego „przerobu” Hankowej sypialni?
Mówi się , że proste rozwiązania są najlepsze. I tym właśnie Hank rozwala wszystko. Jest po prostu szczery, nic prostszego. Tak naprawdę tylko mówiąc o kobietach Hank nie żartuje, nie jest cyniczny i prawdopodobnie niczego nie koloryzuje. Tylko wobec nich jest bezbronny i w sumie mocno przez nie zraniony (no, przez jedną z nich). W jednym z odcinków stwierdza zadziwiająco trzeźwo: „I’m never really all that interested but I find myself telling her how beautiful she is. Cause it’s true. All women are, in one way or another. There’s always something in every damn one of you. A smile, a curve, a secret. You, ladies are the most amazing creatures. [That’s] my life’s work.”  A jakiś czas później stwierdza [również komplementując kobietę]: „Nie wciskam kitu, zwykłem mówić tylko to, co myślę.” I naprawdę taki stosunek ma do wszystkich kobiet, które spotyka. Może dlatego tak wiele z nich ląduje w jego łóżku?
Wbrew obiegowej opinii, nie uważam żeby Hank był seskoholikiem. On po prostu korzysta z okazji. Nie zakłada z góry, że trafi się kolejna. A że się trafia to już zupełnie inna para kaloszy ;) On się po prostu wstrzela w lukę. Myślę, że dzisiaj mamy deficyt, i to całkiem spory, facetów, którzy ot tak bez okazji komplementują kobiety. A Hank, mając tak deficytowy towar jak urocze słowo i bezpretensjonalny sposób bycia, staje się nieomalże monopolistą na rynku hmm… flirtu dla sportu?... wyrafinowanego podrywu? Wydaje mi się, że Hank nie zakłada z góry, że dana piękność spędzi z nim noc. Po prostu jest sobą i wychodzi jak zwykle ;)
Pomimo wszystkich swoich przygód, pozostaje niezmiennie wierny wybrance swojego serca. Gdy jest z Karen połowa ludzkości właściwie mogłaby nie istnieć. Choć akurat wtedy ta połowa jest nim wybitnie zainteresowana i akurat wtedy przypomina sobie o tej wielkiej miłości Hanka do wszystkich kobiet. Teza, że cały syf w życiu Hanka to sprawka tych chętnych, nie w tym momencie co trzeba, kobiet jest mocnym nadużyciem. Nie czarujmy się, facet jest sam sobie winien. Chociaż nie z wyrachowania, a właśnie przez podryw dla sportu. I nie ważne ile panienek zaliczył, nadal ma nadzieję odzyskać Karen. Może nieco naiwnie, no ale…
Po wnikliwych badaniach stwierdzam, że jednak to nie podryw na kompementy działa najlepiej. Co chyba najdziwniejsze, Hank potrafiący być również wredny i nieczuły, nie może opędzić się od kobiet przynajmniej równie często. Co sprawia, że wredny i chamski facet, do tego niewyglądający jak z żurnala i tak jest wabikiem? Doprawdy nie rozumiem, ale chyba nie bardzo mam na to ochotę. Zdecydowanie bardziej wolę typ uroczego chłopca, którego Tutaj mamy deficyt. Chciałabym wierzyć też, że jest więcej kobiet, którym przygoda z Hankiem przysporzyła więcej dobrego niż złego. Że poczuły się wreszcie docenione i uwierzyły, że są piękne i istnieją tacy faceci, którzy to widzą. A nie poczuły się zranione i „któreś z kolei”.
Pozostaje jeszcze jedna kwestia: niesławny seks z nieletnią. No dobra, prawda jest taka, że trzeba by być jasnowidzem, żeby się domyśleć, że ta młoda kobieta, spotkana w księgarni ma mniej niż 20 lat. To była chyba jedyna zasada, której Hank bezwzględnie przestrzegał: tylko pełnoletnie. A gdy raz i to nieświadomie ją załamał, przyszło mu za to beknąć. Moralność Hanka może pozostawiać wiele do życzenia, ale facet, który nie może się opędzić od dziewczyn spełniających kryterium wieku i sprawia mu to wielką frajdę, nie będzie szukał (chyba?) aż tak ekstremalnych rozrywek. Od tego ma tantrę ;)
O moralności Hankowego świata w następnym odcinku…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz