Hejterów zapraszam tam skąd przyszli. Tak, jestem zakompleksiona, (właściwie to jestem jednym wielkim kompleksem) tak, nie mam do siebie dystansu. A jeśli zauważysz tu gdzieś ironię, to prawdopodobnie skubana wkradła się tu przez przypadek. To tak słowem wstępu.
Tchnięta przeczytanym artykułem i jednym z komentarzy pod
artykułem na Spiders Webie postanowiłam przyjrzeć się jednej z poruszanych tam
kwestii: wpływu porno na wymagania dot. urody dziewczyn w realu.
Autor, który przeszedł 60 – dniowy odwyk od filmów porno
postawił śmiałą tezę jakoby odstawienie ich wpłynęło na to, w jaki sposób
postrzega on kobiety teraz w porównaniu z tym, jak widział je wcześniej.
Jakkolwiek słuszne i zbawienne jest stwierdzenie, że po odstawieniu PornHuba zaczął
dostrzegać naturalne piękno kobiet i stał się mniej wrażliwy na małe wady i niedostatki
urody, mnie zastanowiła jedna rzecz. Fakt, że oglądanie porno w ogóle na to postrzeganie
wpływa. Mam świadomość, że nie tylko
filmy porno są temu winne. Kolejne cegiełki dorzucają od siebie filmy nie tylko
dla dorosłych i choćby zdjęcia przeczołgane przez Photoshopa. Ale, o ile
modelki, aktorki i inne celebrytki sprawiają, że mam ochotę przestać jeść, to
aktorki porno wbijają mnie w pełen pakiet kompleksów*. W sumie nie chodzi nawet o wielkość cycków. (Moje
są nie najmniejsze, a i tak nikt by mnie nawet kijem od szczotki nie ruszył :)).
Co więcej, nie chodzi nawet jędrność pupy, długość nóg czy wygląd twarzy. Chodzi
o ten całokształt, o to, że dziewczyny o wulgarnym wyglądzie i jeszcze bardziej
pospolitym obyciu będą zawsze chętniej wybierane, częściej zauważane niż
zwyczajne, po prostu zadbane i ciekawe osoby. Boję się też, że kilkumilimetrowa
szpachla nakładana pewnie nie tylko na twarze tych aktorek w duecie ze
wspomnianym już Photoshopem wykona krecią robotę od innej strony. Sama jestem
tego przykładem. Jako Internet native mam już problem z czasem nieco absurdalnymi
wymaganiami. Mam wrażenie, że moje,
relatywnie niewielkie, blizny po trądziku i rozstępy na 30% ciała kwalifikują
mnie tylko do pogrzebania żywcem w serwerowni . Kompletna abstrakcja? Być może,
ale jak już się chwilę posiedzi i poczyta komentarze, bądź co bądź od zwykłych
śmiertelników, to już przestaje to być takie z sufitu wzięte. I naglę przestaje
dziwić, że ci biedni informatycy i inni studenci polibudy, których nikt nie
chce traktują mnie co najwyżej jako źródło notatek. Milczeniem zbędę ilość
umiejętności, jakich w porównaniu z nimi nie posiadam, a które też kwalifikują się
do tego „pakietu”, i które są chyba absolutnie i zdecydowanie niezbędne żeby dorwać
faceta i więcej z łapek go nie wypuścić.
Ogólny wniosek jest taki, że jeśli chcę za faceta również Internet
native’a, z toną szpachli na twarzy, włosami sztywnymi od farby, sztucznymi
cyckami wielkości piłek od kosza i pompą ssąco – tłoczącą zamiast ust mam na to
szansę. Mówiąc krócej:
będąc kim jestem i
wyglądając jak wyglądam nigdy nie wygram z porno urodą.
· *Należy wziąć na to dużą poprawkę i w cudzysłów. Po prostu trudno mi było znaleźć mniejszą jednostkę
niż 1 kompleks (bo niby co? 1 dyskomfort?) .
Jeśli dotarłeś aż tutaj to gratuluję samozaparcia w czytaniu
moich grafomańskich wybryków, bo chyba takie potraktowanie tego tekstu będzie
najwłaściwsze. Bredzę w nim jak potłuczona choć ogólny wydźwięk mojego zdania
pozostaje czytelny. Chyba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz